Gagarin

Żył na Syberii major Gagarin
W chatynce z brzozy karelskiej
Hodował żonę i córek parę
Co oczy miały niebieskie
Oj-ra, oj-ra

Codziennie rano żonie się zwierzał
Nuda tu – mówił – bezmierna.
Potem przed chatę wynosił leżak
I czytał ksiązki Żil Werna
Oj-ra, oj-ra

Raz wyniósł leżak aż na pagórek
Aby odpocząć po pracy
Wtem go dochodzą okrzyki córek
„Tato, ach, tato – kozacy!”
Oj-ra, oj-ra

Patrzy – faktycznie – z kopyt tętętem
Kibitka przed chata staje
A z niej wysiada w burce rozpiętej
Kozak z olbrzymim... nahajem
Oj-ra, oj-ra

Jurij w tri miga jaszczik spakował
Pożegnał zonę i chatkę
Potem w kibitkę się zadekował
I w dal ujechał z sołdatem
Oj-ra, oj-ra

W ziemnej lepiance za stołem usiadł
Do pracy zagnany z mety
Sześciu instrukcji wysłuchac musiał
Podpisac cztery ankiety
Oj-ra, oj-ra

W rękę mu dali nagan nabity,
Torbę z jedzeniem i mapy,
Jurij wziął jeszcze portret Nikity
Znad pozłacanej kanapy
Oj-ra, oj-ra

Na grzbiet mu dali waciak kosmiczny
Co złote miał epolety
Jurij wziął jeszcze butelkę whisky
I wsiadł do swojej rakiety
Oj-ra, oj-ra

Jakiś marszałek nacisnął pedał
Ogień ukazał się w rurze
Jurij się jeszcze trzykroć przeżegnał
I poszybował ku górze
Oj-ra, oj-ra

A nad Afryka fetor paskudny
W nos syberyjski uderza
To kolonializm gnije okrutny
Dobrze tak, dobrze, cholerze
Oj-ra oj-ra

A nad Tajwanem wychodka użył,
Zapisał, że stolec zdrowy.
A że się zbliżał koniec podróży
Przeszedł na lot docelowy
Oj-ra, oj-ra

Już w kukurydzy statek zlądował
W miejscu wybranym od dawna
Jurij wyskoczył, zasalutował
Gdzie tu komanda jest gławna?
Oj-ra, oj-ra

Była orkiestra, był i Nikita
Salutowali kozacy
Ura! krzyczała ludnośc spędzona
Z pobliskich obozów pracy
Oj-ra, oj-ra

I tylko oszkoda, że w noc kwietniową
Ciągnąc za soba smród spalin
Nie cały Związek wyleciał w kosmos
A tylko jedne Gagarin
Oj-ra, oj-ra

(przysłał Andrzej Andrzejewski)

Powrót do strony głównej

Aktualizacja: 2008-02-08